Libertarianizm Stany Zjednoczone Rzeczypospolitej. Czyli: Ile Hongkongów zmieści się w...

Stany Zjednoczone Rzeczypospolitej. Czyli: Ile Hongkongów zmieści się w Polsce?

-

- Advertisment -

Właśnie upada mit o jednolitości polskiego społeczeństwa. Podziały są bardzo wyraźne, a kolejne pęknięcia coraz głębsze. Co o tym wszystkim może myśleć polski wolnościowiec? Może sobie powiedzieć w duchu: „To świetnie! Teraz jeszcze tylko trzeba to jakoś prawnie usankcjonować.”

W Internecie mnóstwo jest memów z propozycją oddzielenia „Polski 'A'” od „Polski 'B'”. Jak bardzo się różnimy między sobą? Gdy w niektórych gminach radni uchwałami walczą z ideologią LGBT, to w Warszawie 100 tys. ludzi wychodzi na ulice przez wyrok Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji.

Oczywiście różnic jest o wiele więcej. Inaczej na świat patrzą Kaszubi, czy Ślązacy a inaczej Warszawiacy, czy mieszkańcy Podkarpacia. Różnice pomiędzy niektórymi regionami są głębokie, a pomiędzy innymi niewielkie. Pytanie dla wolnościowca brzmi: czy nawet jeśli te różnice nie są jakieś drastyczne, to czy cała grupa społeczna musi iść na kompromis tylko dlatego, że inny region jest ludniejszy i ma większą siłę politycznego przebicia? Jeśli ktoś naprawdę jest wolnościowcem – niezależnie czy libertarianinem, paleolibertarianinem, KoLibrem…etc. – to zawsze odpowie: NIE.

Stany Zjednoczone Rzeczypospolitej Paderewskiego a Europa Tysiąca Liechtensteinów Hoppego

Decentralizacja zawsze znajdowała się w programach polskich wolnościowców – nawet tych konserwatywnych pokroju Janusza Korwina-Mikkego. Dziś, po mariażu partii KORWiN z Ruchem Narodowym, dyskusja nad nadaniem autonomii Górnemu Śląskowi mogłaby wzbudzić kontrowersje. Niewielu pamięta, że przecież sam prezes Korwin-Mikke współpracował z Ruchem Autonomii Śląska (RAŚ). Dziś tenże ruch bywa atakowany przez media związane z Konfederatami.

Już wolnościowy klasyk, Hans-Hermann Hoppe, pisał o „Europie Tysiąca Liechtensteinów”. Autonomizacja regionów dałaby odpór statolatrii, kultowi państwa narodowego (uprawianemu m.in. przez RN i PiS) i wynikającemu z centralizacji rozrostowi biurokracji państwowej, która finalnie prowadzi do socjalizmu lub faszyzmu.

Przy czym należy zaznaczyć, że nikt z wolnościowców polskich nie wynosi obecnie na agendę podziału państwa. Nawet Stanisław Żółtek, który jako jedyny poruszał ten temat w kampanii prezydenckiej, mówił jedynie o nadaniu autonomii. Podział, czy rozbiór nie miałby zresztą sensu po dekadach inżynierii społecznej, którą prowadziły rządy sanacji, komunistów a obecnie wszystkie rządy III RP.

Nie wielu o tym pamięta, ale podobna idea pojawiła się już w historii polskiej myśli politycznej. Stany Zjednoczone Polski – piękna i niezrealizowana koncepcja polityczna odrodzonego państwa polskiego, opracowana przez Ignacego Jana Paderewskiego. Choć nie jest to dokładnie to, o czym myślał Hoppe, to jest to idea, do której mogliby odwoływać się polscy wolnościowcy w dyskusjach na temat decentralizacji.

Paderewski chciał, by nowe niepodległe państwo, które roboczo nazwał „Stany Zjednoczone Polski”, dzieliło się na pięć autonomii: Królestwo Polski, Królestwo Litwy, Królestwo Polesia, Królestwo Galicji-Podola i Królestwo Wołynia.

Czy gdyby ten projekt wszedł w życie, to nie doszłoby do ludobójstwa na Wołyniu? Obecnie można tylko „gdybać”.

No dobrze, ale obecnie w granicach Rzeczypospolitej nie ma Litwy ani Wołynia. Jak więc miałaby wyglądać tak daleko idąca decentralizacja? Czym powinien kierować się rząd, który o niej zadecyduje? Odpowiedź jest prosta – powinien wsłuchać się w głosy samych ludzi, a te w ciągu ostatnich kilku dni wybrzmiewały bardzo wyraźnie.

Wolne Miasto Gdańsk i Wolne Miasto Warszawa. Ile Hongkongów zmieści się w Polsce?

Sto tysięcy ludzi wyszło na ulice Warszawy, bo nie podoba im się obecny polski rząd, który został z kolei wybrany przez większość polskich obywateli. Warto sobie zadać pytanie: dlaczego tak wielu Warszawiaków (to prawie 1/3 obywateli Islandii) ma być skrępowanych prawem, z którym się nie zgadzają? Z drugiej strony: czym jest sto tysięcy Warszawiaków przy 38 milionach Polaków? Na pewno prawo w całej RP nie powinno zależeć od poglądów protestujących w stolicy.

Co więc można zrobić? To proste: nadać Warszawie autonomię. Przypomnijmy jeszcze raz, że nie mówimy o oderwaniu miasta od Polski, tylko o nadaniu mu specjalnych przywilejów. Kulturowo Warszawa różni się od reszty Polski – bardziej przypomina społeczeństwa dużych miast w zachodniej Europie. Trudno, by jedno prawo, szczególnie tak etatystyczne jak w Polsce, zadowalało mieszkańca wsi na Podkarpaciu i hipstera z Warszawy. Rząd jednak nie jest od tego, by hipstera zmieniać w chłopa lub na odwrót.

W historii Polski mieliśmy już podobną sytuację – Wolne Miasto Gdańsk. Obecnie populiści wypaczają samą ideę ze względów historycznych i gwoździem w głowie (według Korwina tkwi on w czołach narodowców) wystukują pełne jadu teksty ilekroć ktoś powróci do tematu. Gdańsk był Wolnym Miastem jednak nie tylko „za Niemca”, ale też za Napoleona i to kolejny przykład, do którego moglibyśmy się odwoływać formułując tego typu propozycje w wolnościowych programach.

Ile takich wolnych miast na kształt Hongkongu zmieściłoby się w Polsce? Na pewno takiej autonomii potrzebuje Warszawa, co ostatnio pokazała. Możliwe, że również Gdańsk – jakich protestów ze strony etatystów by to nie wzbudziło.

Kraj Kaszubski w Państwie Polskim

Kaszubski działacz i publicysta, Mateùsz Titës Meyer, również z inspiracji ostatnimi protestami napisał tekst pt. „Czy Kaszubom wolno protestować?” (gazetaswietojanska.org). W artykule podał kilka haseł lub żądań, w imię których według niego Kaszubi mogliby wyjść na ulice.

Wśród nich znalazł się taki podpunkt: „Kwestia decentralizacji urzędów państwowych, nadanie większej autonomii samorządom oraz powołanie Kaszubskiego Regionu Autonomicznego wzorem regionów autonomicznych zachodniej Europy: Szkocji, Walii, Flandrii, Fryzji, Bretanii, Sardynii, Sycylii, kraju Basków, Galicji czy Katalonii. Albo ogólnie rzecz biorąc federalizacja RP na zasadach przyjętych przez UE”.

Ktoś zapyta: „Skąd w ogóle taki pomysł? Po co to komu?”. Otóż tak długo jak mamy w Polsce demokrację, tak długo Kaszubi nie mają na kogo głosować. Ten dość konserwatywny naród ma do wyboru:

a) Polskich konserwatystów, którzy co prawda mają podobny do większości Kaszubów kodeks moralny, ale jednocześnie łączą go z polityką antymniejszościową i polskocentryczną. Rządy te zazwyczaj: prowadzą upokarzającą Kaszubów politykę historyczną (czczenie osób, które na Kaszubach są antybohaterami i przedstawianie kaszubskich bohaterów w złym świetle); wprowadzają programy edukacyjne, w których pominięta lub zakłamana jest historia Pomorza; stosują inżynierię społeczną i politykę polonizacji Kaszub.

b) Partie „lewicowe”, które nie tylko nie reprezentują poglądów większości Kaszubów, ale w dodatku często starają się ich wykorzystywać w sporze politycznym lub aby zyskać elektorów. W czasie kampanii robią objazdówki po terenach kaszubskich i obiecują rzeczy, o których zapominają, gdy już zacznie się kadencja.

Dodatkowo Kaszubi często zmuszeni są do głosowania na tzw. „spadochroniarzy” z centralnej Polski. Trudno też oczekiwać, by rząd lub w ogóle Sejm, złożony w przeważającej większości z etnicznych Polaków, był zainteresowany interesami jakiejś mniejszości z północy.

O jak dużej grupie mowa? Według niektórych źródeł osób o kaszubskim rodowodzie żyje obecnie w Polsce 566 737, przy czym 228 000 (wedle spisu powszechnego z 2011 roku) deklaruje kaszubską narodowość. Można więc tak „na oko” powiedzieć, że ok. 300 tys. osób nie ma swojej reprezentacji w centralnym rządzie. Aby zrozumieć jak wielka to liczba osób, wystarczy zauważyć, że niepodległa Islandia ma 360 tys. obywateli.

Za pół wieku staniemy przed wyborem: decentralizacja albo rozpad Polski?

Oczywiście powodów do decentralizacji jest o wiele więcej, tak samo jak nie tylko Kaszuby zasługują na autonomię.

Większość stronnictw politycznych reaguje alergicznie na tego typu pomysły. Nie jest to jednak żaden radykalizm ani działanie na rzecz osłabienia RP. Taki kształt organizacji państwa jest w zasadzie normą w wielu krajach na świecie. Wielka Brytania, Niemcy, USA, Federacja Rosyjska i wiele, wiele innych – czy ktoś uważa, że te państwa są słabsze przez to, że mają w swoich granicach autonomie lub są silnie zdecentralizowane?

Jeśli w końcu któryś z rządów nie zauważy problemu coraz głębszych podziałów w polskim społeczeństwie i niedających się pogodzić różnic pomiędzy niektórymi regionami, to za jakiś czas – może pół wieku, może szybciej lub później – memy o rozpadzie Polski na „Polskę 'A'” i „Polskę 'B'” staną się całkiem realnym scenariuszem.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Przeczytaj też!

95. rocznica zamachu piłsudczyków na wolność Polaków. Autorytarne rządy junty trwały 13. lat

95 lat temu, 12 maja 1926 r., miejsce miało jedno ze smutniejszy wydarzeń w historii Polski. Zorganizowana...

Kaszubi walczą o to, by poprawnie zapisywać nazwy ich miejscowości na tablicach dwujęzycznych

Kaszubi mają prawo do stawiania dwujęzycznych tablic w swojej ojczyźnie, która obecnie w całości znajduje się...

Większość Irlandczyków z Północy uważa, że za 25 lat nie będą już obywatelami Wielkiej Brytanii

3 maja minęło sto lat, odkąd Irlandia Północna stała się krajem związkowym Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i...

Twardoch przypomina, że jest Ślązakiem. Internauci każą mu „wypier**ć do Niemiec”, obrażają jego rodziców i grożą

Powieść Szczepana Twardocha pt. "Król" zdobywa kolejne nagrody - w Polsce i za granicą. Portal "Wirtualna Polska"...
- Advertisement -

Fundacja FOR: rachunek od państwa za rok 2020 o 4,6 tys. wyższy niż w 2019

Fundacja FOR (Forum Obywatelskiego Rozwoju) jak co roku sporządziła "rachunek od państwa", by pokazać - ile oddajemy...

4. maja. Urodziny Floriana Ceynowy – budziciela Kaszubów

Florian Stanisław Wenanty Ceynowa (kasz. Florión Cenôwa) (ur. 4 maja 1817) - dziś wypadają urodziny "budziciela Kaszubów".

Przeczytaj koniecznie!

- Advertisement -

Zanim wyjdziesz ze strony...
Polecane dla Ciebie